W 1993r. mojego półtorarocznego syna przepojono spirytusem salicylowym. Zamiast glukozy pielęgniarka użyła spirytusu do odkażania powierzchni. Całe szczęście droga podania była doustna. Syn przebywał w szpitalu 2 tygodnie, a pierwsze 2 dni to była walka o jego życie. Po kilku latach skończyłem studia i aplikację radcowską, i zająłem się świadczeniem pomocy prawnej, między innymi osobom, których dotknęły podobne sytuacje.

Wejście Polski do Unii spowodowało wprowadzenie do systemu prawnego szeregu nowych standardów na korzyść pacjentów, gwarantujących ich bezpieczeństwo. Praktycznie więc od 1 maja 2004 takie sytuacje jak moja z roku 1993 nie powinny mieć już miejsca. Jednakże często, gdy w porządku prawnym pojawiały się regulacje na korzyść pacjenta, to jednocześnie okazywały się być skrajnie odmiennie  interpretowane przez personel medyczny i zarządzających szpitalami. To powoduje, że systemowo ciągle szpitale tkwią w latach 90-tych, pomimo zmian przepisów i wymagań. Dlatego prawnicy mają wciąż dużo zajęć z wymuszeniem egzekwowania przez szpitale obowiązków wynikających z przepisów prawa.